23 stycznia 2014

Depresja poporodowa.

Kiedyś dopadł mnie spot reklamowy/informacyjny o depresji poporodowej. Oczywiście wszystko nagrane w szarościach, ze smętną muzyczką w tle. Główna bohaterka miota się po pokoju, w kącie, w łóżeczku płacze dziecko, ona próbuje je uspokoić.... aż w końcu ciska tobołkiem o ściane. Koniec, a nie jeszcze plansza informacyjna o tym, że to się leczy.
Cholernie się cieszę się, że w moim życiu pojawiła się mała. Mogłabym godzinami stać i patrzeć się jak śpi, albo siedzieć z nią na dywanie i próbować misiowi oko wydłubać. 
Dziecko, prawie, idealne. Prawie, bo jednak czasem zapłacze, pomarudzi lub wybudzi się w nocy. Czasem w najmniej odpowiednim momencie zrobi sobie kuku (zaczyna wstawać i się przemieszczać przy meblach).
A ja jestem matką, a co najważniejsze człowiekiem a nie cyborgiem. Bywam zmęczona, chora, rozdrażniona, bezsilna. Zwłascza wtedy kiedy próbuję zrobić obiad a dziecię płaczem domaga się mojej uwagi i wiem, że nie chodzi o pieluchę czy jedzenie. Potrzebuje, żeby ją wziąć na ręcę i się z nią bawić, nieważne, że 5 minut wcześniej spała. Podejrzewam, że moje dziecko ma jakiś radar. O matka coś będzie robić, to ja jej poprzeszkadzam. 
I owszem trafia mnie wtedy szlag, mam ochotę wyjść i wrócić za godzinę. Ale.. mała jest mała. Więc biorę na ręcę, przytulam. Kij z tym, ze na patelni mi się mięso pali, a makaron już dawno się rozgotował.
Mała zabawiona, zajęta czymś a ja wcinam rozgotowany makaron z przesolnym i nadpalonym mięsiwem.
Czy depresja poporodowa naprawde istnieje? Kiedyś nasze babki o tym nie słyszały. Mąż do pracy, ona w domu z dzieckiem i jakoś radziła sobie, zeby ogarnąć cały ten cyrk.
Dzisiaj, młoda mama siedząca z malcem w domu na nic nie ma czasu (narzekania koleżanek - mam). W telewizji, prasie kolorowej bombardują nas super mamami, zawsze uśmiechnięte, szczupłe na drugi dzień po porodzie, dziecko nigdy nie płacze. Ona ma czas, zeby pójśc na basen, do fryzjera, na wytworną kolacje. A ta przeciętna matka polka? Cóż, brzuszek po ciąży został. Do dziecka trzeba wstawać w nocy, więc rano worki pod oczami. Pod natrysk nie ma kiedy iść, nie mówiąc już o fryzjerze.
Jest jedno ale, te wszystkie super - druper mamuśki z okładek mają cały sztab niań, opiekunek. Poza tym to co widzimy to jest wyreżyserowane.
Po pierwsze jako matki (ojcowie też) mamy prawo do bycia zmęczonym. Mamy prawo do myślenia o sobie i poprawiania sobie humoru.
Depresja poporodowa? Moim zdaniem mit, efekt jaki na młode matki wywierają media.

Ja? Zaczęłam ćwiczyć. Młoda szaleje obok mnie, od czasu do czasu zagryzie mi się na jakieś części ciała, uśmiechnie i poraczkuje dalej czytać książki.

2 komentarze:

Ania pisze...

Nie miałaś więc mit. Ja miałam i wierz mi nie chciałabyś tego poczuć.

Luiza Kaczmarek pisze...

Ania, ja depresje mam stwierdzoną. nawet skierowanie na leczenie psychiatryczne mam, bo zwykły psycholog sobie z tym nie poradził. Kilka myśli samobójczych, dołków w życiu miałam.
Każdego dnia rano wstaję, zaciskam zęby, usmiecham się i przypominam sobie wszystkie dobre momenty. Odkąd pojawiło się dziecko mam po co wstawać i dla kogo.
Tak, uważam, że depresja to wymówka. Tak samo jak DDA.