nocne postanowienia na zmiany
14:05 | Author: Diable
Wytrwałości, tego mi trzeba.
Raz na milion lat człowiek potrzebuje zmian- nowe buty, płaszczyk, nowe życie.
Nowy płaszcz jest, butów nie mogę dostać- jak już są, to kosztują odpowiednio.
Okulary poszły w zapomnienie- niech żyją soczewki, chociaż dziwnie się w nich czuję. Cóż tak to już jest, jak druciaki nosi się od zerówki. Wszystko widzę i nic mi z nosa nie spada- dziwne. Sądzę jednak, że do przyzwyczajenia.
I najważniejsze, przy małym moralnym wsparciu jednego osobnika, rzuciłam palenie. Ćwiczymy silną wolę. A, rzuciłam a nie rzucam- zamierzone i celowe ;p.
Chociaż aktualnie przeżywam mały (nosi mnie) kryzys.
W związku z powyższym robię milion różnych rzeczy po to tylko, żeby nie myśleć- i tak myślę. I gadam sama do siebie.
Kryzys nastąpił już wczoraj... zapale jednego, a co mi tam. Znalazłam jakiegoś zapomnianego w biurku, wyszłam z psami i odpaliłam/przypaliłam... po czym wywaliłam (o jakże ja jestem z siebie dumna!!!) głośno wygłaszając monolog, że żadna bibułka z trawą w środku nie będzie mną rządzić i że skurwysyn ma się ode mnie odczepić... poskutkowało (jak na razie). Tylko nie wiem co sąsiad sobie pomyślał.
Zmiany, zmiany... i dalej nie wiem co chcę robić w życiu ;p

6 dzień bez papierosa.
Nie wiedziałam, że potrafię haftować- czymś trzeba ręce zająć.
Wróciłam do malowania.
Bieganie po błocie też jest fajne.
Dziwne uczucie, niby wypalenie papierosa nie zajmuję tak dużo czasu, jednak im dłużej tego nie robię tym mam więcej czasu na inne rzeczy.
Oszczędzam, przezorność
A, żeby nie kusiło, każdą kwotę która przeznaczyłabym na fajki, wrzucam do skarbonki. Będzie na sylwestra.
władza procentuje
22:14 | Author: Diable
70 lat temu w miejscowości Górak Strękowa (gm. Zawady, pow. Białostocki). Odbyła się (wg historyków) jedna z ważniejszych walk, heroiczna obrana- zwana polskimi Termopilami.
720 żołnierzy pod dowództwem kapitana Raginisa odpierało ataki (w dniach 7-10 1939) ponad 35. 000 niemieckich najeźdźców... ( więcej o polski Termopilach.
Dnia 6.09.2009 na Górze Strękowej odbyły się uroczystości upamiętniające ową bitwę. Dzięki zrządzeniu losu/ fartowi/ internetowi- czemukolwiek- udało mi się 'wkręcić' w organizację tego przedsięwzięcia. Jako, że moja rodzina pochodzi z tamtych stron (wieś rodzinna znajduje się raptem 4 km od pola bitwy), to tym bardziej radość me serce rozpierała.
W sobotę rano, dzień przed obchodami, stawiłam się na miejscu. Jacyś ludzie w niemieckich mundurach, kilka sanitariuszek, pan w TIRze z wielką naczepą a na niej Transporter. Taki o to widok zastałam. Pokręciłam się, wykonałam kilka telefonów do wójta gminy Zawady, która to organizowała i dzięki któremu tam byłam. Posiedziałam w kabinie TIRa, zakumplowałam się 'niemieckimi żołnierzami', poskładałam jakieś namioty i wróciłam do domu.
Pierwszy dzień pracy minął.
Niedziela, godz 9 rano.
Znowu na polu bitwy.
Namiot organizatora.
Siedzimy i knujemy, tzn ciężko pracujemy. Praca polega na łapaniu namiotu, który to wiatr na zdmuchnął i pewnie gdyby nie słup wysokiego napięcia, to byśmy dalej go łapali. W tzw międzyczasie panowie z autokaru do pobierania krwi zwerbowali mnie. W efekcie upuścili ze mnie trochę płynów- ale za to dostałam 8 czekolad (różnych smaków), siatkę batoników i soczki- jupi wyżerka.
Na scenie rozgrzewał się szwedzki zespół Sabaton, który w Polsce jest znany dzięki piosence 40:1, opiewający bohaterskie czyny kapitana Raginisa i jego żołnierzy.
Pora zacząć obchody. Msza polowa, apel poległych i inne święte przemówienia. A następnie inscenizacja walk. Niestety nie dane mi było jej dokładnie obejrzeć, cóż trzeba było zostać na posterunku. Jednak widząc co działo się na próbie, nie wątpię, że pokaz był rewelacyjny.
Chwila wytchnienia. Do namiotu ściągnęła "władza" w postaci wójta, sekretarza i innych członków. Zebrałam okoliczne ploty, zjadłam ciasto i pojechałam do domu na obiad.
Część oficjalna zakończona.
Wróciłam na koncert Sabatonu. Gdzieś na wstępie zgarneła mnie "władza" i poczęstowała malinówką, następnie wódką ekologiczną... w dobrym nastroju postanowiłam się wbić w tłum ludzi wirujący pod sceną (nic nie przebije 70letniego dziadka tańczącego pogo). Poskakałam chwilę i została przerzucona przed barierki, tak, że stałam przed samą sceną- bosko.
Koniec koncertu, koniec obchodów i powrót do domu.
muzyczne powroty
11:23 | Author: Diable




i jakoś tak doskonale oddają mój dzisiejszy stan ducha i chyba nie tylko dzisiejszy.
czarna mewa goni biała mewe
17:21 | Author: Diable


Przepraszam, ale musiałam
Mr&Ms Squirrel
09:23 | Author: Diable
W wielkim skrócie co u mnie słychać...

coolest, most, biggest, wierd...ODDE
22:32 | Author: Diable
Szperając w necie natknęłam się na ową stronkę.
tekst alternatywny
Majówkowy zawrót głowy
11:50 | Author: Diable
Czyli inaczej mówiąc trzy dniowa nicnierobota.
Poza oczywiście kilkoma sprawami/spotkaniami, które gdzieś w tzw międzyczasie sobie wynikły i były zupełnie nieplanowane. Czysto spontaniczne. O jakże ja się cieszę, inaczej bym pewnie do reszty zwariowała po piątkowym dniu. Człowiek jest za stary na pewny rzeczy i w moim wypadku mało tolerancyjny. Czasem się zastanawiam czemu za zabicie idioty idzie się do pierdla? W przeciwnym wypadku posłałabym na tamten świat kilka osób.
Niech żyje piątek- weekendu majówkowego początek. Jako, że w tym roku wypadły tak niefortunnie, że dwa z trzech dni były w sobotę i niedzielę to i nie odczułam zbytnio owego wolnego zawrotu głowy jaki wszystkich dopadł. Zwłaszcza, że ja i tak piątki mam wolne... Czyli, jak dla mnie, normalne wolne dni. Nudna jak polski film.
Na szczęście są ludkowie, którzy w nocy o północy potrafią poprawić najbardziej zjebany humor i śmiać się z durnych opowieści o zjadaniu rybek akwariowych.
Doszłam też do pewnych wniosków, że nie powinnam ruszać tyłka z domu (lub też robić coś wbrew dobie a tylko dlatego, że muszę- nie nie muszę), jeżeli coś mi mówi w środku, że powinnam zostać... Trzeba było, bo jak zwykle "intuicja" mnie nie zawiodła... Muszę poćwiczyć asertywność i następnym razem mówić Nie nawet jeżeli 3/4 świata miałoby się na mnie obrazić... mało mnie to...zwłaszcza, że i tak jestem w pewnych miejscach/ sytuacjach potrzebna jak kij w oku.
Oficjalnie 'majówkę' uważam za udaną, poza małymi zonkami. Cóż w życiu i bywa i tak.
Ale za to na stacjach BP mają dwa duże Żubry za 5 PLN.
Ma się też tych swoich wariatów, którzy patrząc w rozgwieżdżone niebo, dostrzegają to samo co ja... i którzy też dzielą majtki na wizytowe i robocze.
Ma się wśród znajomych też hipokrytów, którzy jedno mówią a drugie robią... przykre
Pieskiem salonowym nie jestem, więc nie muszę bywać, żeby być... zwłaszcza jak o tym, żeby być dowiaduję się za trzy minuty południe, kiedy to już dawno jest nieaktualne.